Robert Kiosaki „Bogaty ojciec, Biedny ojciec” – komentarz do recenzji

mar 07

Miałem ostatnio okazję przeczytać znaną książkę Roberta T. Kiosakiego „Bogaty ojciec, Biedny ojciec”. Wywołała ona sporo kontrowersji w moim środowisku. Postanowiłem więc sam odnieść się do tego tytułu w kilku kolejnych wpisach. Na początek pozwolę sobie jednak skomentować to, co Jakub napisał na ten temat na swojej stronie.

1. O Kiosakim Jakub pisze: „przez niektórych nazywany jest również inwestorem i biznesmenem”. Jeśli tylko prawdą jest, że pan Kiosaki zajmował się handlem nieruchomościami na własny rachunek, to JEST on inwestorem i biznesmenem niezależnie od tego, co sądzimy o poradach zawartych w jego książce.

2. O potrzebie istnienia takiej książki: „wiedza większości społeczeństwa o podstawowych mechanizmach finansowych jest poniżej wszelkiej krytyki”. To fakt. I moim zdaniem ta właśnie książka otwiera drogę do JAKIEGOKOLWIEK zainteresowania finansami dla ludzi, którzy wierzą, że państwo może coś dać za darmo.

3. „książka ta sprzedawana jest w tych samych miejscach i w podobny sposób, co poradniki dla akwizytorów” – bo to jest poradnik dla akwizytorów. Zresztą autor nie ukrywa, że sam był akwizytorem. Co nie zmienia faktu, że lektura tej książki może nasunąć kilka ciekawych przemyśleń.

4. Jakub twierdzi, że książka jest irytująca „z powodu stosowanego przez Pana Kiyosaki stylu”. Bo to książka pisana do szerokiej rzeszy Amerykanów. Chyba nie spodziewałeś się Jakubie niczego innego w takim układzie. Pan Kiosaki umie sobie dobrać target.

5. „Mniej więcej do 40-50 strony niczego praktycznie się nie dowiadujemy, ani nie uczymy, poza przeczytaniem kilku historyjek z dzieciństwa i młodości autora” – a ja miałem okazje przemyśleć parę kwestii przy okazji tych historyjek z dzieciństwa.

6. „Generalnie wartościową treść tej książki bez problemu można streścić na kilku stronach, a w przypadku osób posiadających bardziej rozwiniętą wyobraźnię, można by pokusić się o stworzenie wypunktowanej listy” – spróbuję.

7. „nadal goni za pieniądzem, a nie cieszy się z tego że pieniądze już same na niego pracują” – bo wyścig szczurów to nie tylko pieniądze. To sposób życia, który wciągnął pana Kiosakiego i wciągnie wiele innych osób, które mogłyby już nie pracować. Taki świat.

Może zainteresować Cię jeszcze:

6 komentarzy

  1. W większości zgadzam się z Tobą, ale tak w zasadzie, to zależy to wszystko od punktu widzenia. Dla ludzi z doświadczeniem finansowym i biznesowym ta książka i kolejne nie wiele wniosą. Dla mnie ta książka i trzy kolejne stała się inspiracją do tego by szukać innych rozwiązań niż praca na etacie. To głównie wyniosłem z niej a historyjki z dzieciństwa i młodości Roberta spowodowały u mnie retrospekcję swoich poczynań i wyciągnięcie z tego wniosków.
    Ta książka jest w moim mniemaniu bardzo potrzebna zwłaszcza ludziom, którzy tak jak ja znaleźli się kiedyś w impasie i potrzebowali kopa do dalszego działania i rozwijania się oraz dokonania zmian w swoim życiu i finansach. Poza tym, jest jeszcze kilka ciekawszych pozycji innych autorów które znalazłem, ale o tym innym razem.

    • dokładnie tak, ja bym streścił tę książkę tak, że zawiera kilka chwytliwych tez i zapadajacych w pamieci zdań. To jej cała „moc”.

      • @tomasz – książek, które zawierają chwytliwe frazesy jest całkiem sporo. Nie wydaje mi się, żeby ta była jakoś szczególnie mądra. Po prostu daje pewną inspirację do poszukiwania własnej drogi – coś, czego nie można oczekiwać np. od polskiej szkoły

  2. @Michał Grzesiczak – nawet dla ludzi z jakimś doświadczeniem ta książka może być przydatna – zwłaszcza, że będą oni mogli już w jakiś sposób polemizować z poglądami autora. Mnie na pewno skłoniła do wielu przemyśleń, o których chcę napisać „w następnym odcinku”.

  3. Ad. 1. OK z tego co czytałem w licznych krytykach (nawet jedną zacytowałem) to Pan K. kilka razy rzeczywiście coś sprzedał i kupił ale generalnie nie zajmuje się tym lecz pisaniem książek o tym jak można zarabiać…

    Ad. 2. Oczywiście zgadzam się i nawet podobnie napisałem w podsumowaniu. W żadnym miejscu nie napisałem, że ta książka nie powinna powstać, w odróżnieniu do kilku innych na mojej „krótkiej liście” :)

    Ad. 3. Znów się zgadzamy! Ty jesteś na tyle rozsądny, żeby przyznać, czym jest ta książka. Większość wyznawców Pana K. chętnie by mi coś zrobiło (i nie dla przyjemności) za taka opinię…

    Ad. 4. O tym też pisałem :) Ona jest idealnie dopasowana do przeciętnego współczesnego Amerykanina! Wszystko jest great, wow i awesome – powtórzone minimum 5 razy!

    Ad. 5. A ja nie, bo tak mnie drażniły te historyjki swoją naiwnością, że myślałem głównie o tym aby być już dalej…

    Ad. 6. Liczę na to! Szkoda, że sam się nie pokusiłem o to po przeczytaniu…

    Ad. 7. Nie do końca się zgadzam ale to raczej na dyskusję przy kawie (jak będzie naprawiony ekspres), a nie na komentarz…

Trackback/Pingback

  1. Znajomi piszą: marzec 2011 | Jakub Milczarek - [...] [...]

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>